Bartłomiej Dereń – uczeń klasy 6a został finalistą VI Powiatowego Konkursu Literackiego „Skrzydłem wiatru pisane”, zorganizowanego przez Powiatowy Ośrodek Doskonalenia i Doradztwa Zawodowego Nauczycieli w Busku-Zdroju oraz Bibliotekę Pedagogiczną w Kielcach, Filia w Busku-Zdroju.

Temat tegorocznej edycji konkursu brzmiał: „Legenda o mojej miejscowości”. Praca Bartka znalazła się wśród 11 najlepszych prac, które zakwalifikowane zostały do finału.

Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów literackich!

 

Ziele, co karsami się zwie

Za czasów Kazimierza Jagiellończyka jednym z grodów rządził dziedzic Jan. Pewnego słonecznego dnia udał się na polowanie ze swoimi zaufanymi sługami. Po kilku godzinach bezskutecznego wypatrywania zwierzyny, poszli nad rzekę, aby zaspokoić pragnienie. Woda była zimna, krystaliczna i dziwnie spokojna. Spotkali tam pobliskich rybaków: – Czy coś dzisiaj złowiliście? – zapytali. A godzina była już późna. – Nic, na próżno rozkładaliśmy sieci. – odpowiedzieli zmęczeni rybacy.

Dziedzic wraz ze swoimi służącymi wrócili do posiadłości. Następnego dnia znów zarządzono polowanie. W lesie panowała pustka. Nie słychać było nawet śpiewu ptaków. Rozmyślał długo Jan nad tym dziwnym zdarzeniem. Nie mając pojęcia co robić, postanowił się wybrać do wyroczni, która mieszkała w pobliskiej grocie. Wyrocznia poradziła mu, aby znalazł bardzo rzadką księżycową skałę. Niestety nie wiedział, gdzie ona jest. Pytał o skałę swoich najstarszych mieszkańców, ale w całym grodzie nikt nie słyszał nawet o czymś takim. Rozpoczęły się poszukiwania. W kraju rozgłoszono, że kto znajdzie taki kamień zostanie obsypany złotem. Wszyscy szukali, mali i duzi, ale nikt nie znalazł.

W grodzie Jana coraz gorzej się działo. Ludzie przez brak zwierzyny zaczęli głodować. Nagle pewnego dnia zjawiła się stara wiedźma, która złożyła dziedzicowi obietnicę: „Wybawię cały kraj spod klątwy, tylko pod jednym warunkiem, wezmę jedną kroplę krwi króla”. Cóż miał począć Jan, zgodził się. Tak się stało, jak powiedziała wiedźma, zwierzyny przybywało. Mieszkańcy bardzo cieszyli się z tego. Ale z każdy dniem Jan coraz bardziej opadał z sił. Postanowił udać się jeszcze raz z prośbą o pomoc do wyroczni. Poradziła mu, aby posłał swoje sługi do dalekich krain, gdzie ludzie, używają języka, w którym jeden znak może oznaczać wyraz lub całe zdanie. Tam powinni znaleźć zioła nazywane karsami. Słudzy długo nie wracali. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Jan coraz bardziej marniał. Po roku powrócił jeden z nich z dobrymi nowinami. Znalazł zioła, dzięki którym można było uleczyć władcę. Lecz, aby uleczyć chorego, ktoś musiał oddać za niego swoje życie. Jan pomyślał, że skoro on nigdy nie odmówił pomocy, to na pewno ktoś mu pomoże. Owszem ceniono go, ale nikt życia nie chciał oddać. Kiedy umierał przyszedł nieznajomy, który chciał poświęcić się dla Jana pod warunkiem zaadoptowania jego syna. Zgodził się. Zawołano miejscową szamankę, która zaczęła tworzyć wywar z magicznych ziół. Dziedzic i nieznajomy wypili go. Władca zdrowiał, a nieznajomy marniał.

 Ozdrowiały Jan rozkazał cały gród nazwać Karsy Małe – małe ze względu na niewielki obszar, który zajmowały, a siebie nazywać Janem Karskim. I tak powstała miejscowość Karsy Małe. O adoptowanym chłopcu jeszcze wiele razy usłyszeli mieszkańcy okolicznych grodów. Ale to już inna historia. (Bartłomiej Dereń)